Nagie torsy w klasztorze

Jak pewnie wiecie w ostatni weekend odbyła się ostatnia edycja Electrocity. Impreza dość nietypowa, nie tylko ze względu na miejsce. W związku z tym przyciągająca też charakterystyczną publikę.

Tak się zdarzyło że trafiłem na relację z tej imprezy. Nadal nie ma nic dziwnego w tym co piszę, ale spokojnie, już tłumaczę. Na relacji widać było że kilku gości tańczy bez koszulek, natomiast w komentarzach rozpętała się wojna, pomiędzy tymi którzy twierdzili że to nie przystoi a tymi, którzy mieli to gdzieś. Pozwólcie że napiszę co ja o tym myślę.

Oczywiście widok spoconego męskiego torsu widokiem przyjemnym nie jest (zresztą, dziewczyny: nie tylko męskiego). Ale bądźmy szczerzy: duże eventy rządzą się swoimi prawami. Już pomijam nawet fakt że na takie wydarzenia przyjeżdżają ludzie, którzy raczej nie imprezują co tydzień i taki wyjazd traktują jak wielkie święto. Ale po prostu w takim miejscu, w takiej zbiorowości obyczaje się poluźniają a ludzie pozwalają sobie na więcej niż w klubie gdzie bawi się garstka ludzi.

Czy to źle? Ciężko powiedzieć, tak po prostu jest i już. Warto jednak zwrócić uwagę, że w tej kulturze chodzi chyba o coś nieco innego niż perfekcyjnie odprasowana koszula. Nietrudno znaleźć zdjęcia z rejwów sprzed ponad 20 lat, na których dziewczyny tańczą w samych stanikach a faceci bez koszulek. No dobra czasy się zmieniają, a klimat który panował po upadku żelaznej kurtyny dawno minął.

Ale czy na pewno chcemy aby imprezy przerodziły się w pokazy mody? Czy chcemy zajmować się wyglądem swoim i innych czy chcemy się dobrze bawić i poznawać fajnych ludzi?

Ja wybieram dobrą muzykę i zabawę a zajmowanie się wyglądem zostawiam komuś innemu.

(Zdjęcie z miniaturki Michael Kosmal)

fot. Michael Kosmal
Kategoria