Techno wolność?

Początkowo chciałem całkowicie olać całą gównoburzę która powstała, ale ostatecznie postanowiłem że się wypowiemy. Ale zanim cokolwiek zaczniemy, muszę tutaj zaznaczyć że jako strona cenimy sobie przede wszystkim niezależność. O ile mamy jakieś swoje prywatne preferencję, to jednak nie jesteśmy na wyłączność kogokolwiek - klubu, organizatora, producenta czy DJa. Co więcej, o ile kojarzę z widzenia to jednak nie znam ani osobiście czy wirtualnie, nigdy nie rozmawiałem ze stronami tej afery.

Tyle wyjaśnień. Teraz trochę kontekstu, w Łódzkim klubie DOM zaplanowano imprezę o tytule - jak możecie się domyślić - Techno Macht Frei. Tytuł kontrowersyjny, może nawet obrazoburczy, na pewno nie jednoznaczny. Nie mamy zamiaru oceniać czy nazwa jest fajna czy głupia, czy stosowna czy nie - tutaj kompletnie nie chodzi o to. Jeśli ktoś uważa, że nazwa była nieśmieszona i niepotrzebna to możliwe, że ma rację, nie czuje się kompetentny, aby to być strażnikiem humoru lub moralności. Jakaś grupka osób związanych ze sceną poczuła się oburzona, uznała, że nazwa jest niestosowna i że “z takim gównem się nie dyskutuje”. Wydarzenie zostało zgłoszone Markowi, osoby odpowiedzialne dostały na fajsie bana. Koniec? No, nie bardzo.

Zacznijmy od tego, że współczesna sztuka jest oparta na pewnych wieloznacznościach. Jeśli chcemy by coś było jednoznaczne to idziemy w stronę disco polo, tam wszystko jest proste i jasne - majteczki w kropeczki i na drugą nóżkę. Gdyby i tutaj miało być prosto byłoby “następna biba techno z localsami” albo “znów zagramy w tym samym składzie”.

W takich dziedzinach jak literatura, fotografia czy film często mamy pole do samodzielnej interpretacji. Podobnie jest w muzyce - nie zawsze wokalista wali nas w łeb swoim złamanym sercem, albo innymi emocjami. Czasami np. wesoła miła muzyka kontrastuje z tekstem o chęci popełnienia samobójstwa, co swego czasu zrobił mój ukochany zespół The Police w numerze „Can't Stand Losing You”. W muzyce elektronicznej, gdzie artysta ma do dyspozycji znacznie więcej form wyrazu jest jeszcze trudniej określić “co autor miał na myśli”.

Owszem pierwszym skojarzeniem słów “MACHT FREI” jest ten okropny napis, to jest też oprócz “HITLER KAPUT” i “ACHTUNG MINEN” jedno z niewielu haseł po niemiecku, które zna w Polsce każdy. Ciężko mi wymyślić nazwę imprezy techno, która tak mocno kojarzy się z językiem niemieckim. Może “ICH LIEBE TECHNO”? (Rozumienie techno, niemiecki, rozumiecie, nie?).

Gdyby pojawiło się hasło: “Media Mark Macht Frei” albo “Biedronka Macht Frei” sprawa byłaby jasna. Ale artystom od wieków wolno było więcej, błazen mógł bezkarnie obrazić króla, reżyser mógł wpleść w film wypowiedzi, które w innym przypadku byłoby niedopuszczalne. Działania artystyczne wymagają pewnego marginesu tolerancji, miejsca w którym mogą się rozwijać. I czy to się komuś podoba czy nie, impreza muzyczna jest takim działaniem.

Jasne, jeśli ktoś promuje coś tak okropnego jak holocaust (słynny leśny tort na cześć Hitlera z wafelkami), to powinien być napiętnowany. Jeśli ktoś wyraża się pochlebnie wobec zbrodniczych doktryn takich jak faszyzm czy komunizm, jeśli ktoś publicznie chwali dokonania gościa z wąsem (albo bez wąsa, za to takiego, który zawisł głową w dół), to powinien ponieść za to odpowiedzialność. Ale do jasnej cholery, gdzie tutaj dostrzegacie promowanie?

Mógłbym jeszcze napisać kilka akapitów na ten temat, nawiązać do słynnej rzeźby La Nona Ora, do historii Łodzi, do samych osób związanych z DOMem, ale zwyczajnie nie mam ochoty już się w tym taplać.

Na koniec, to nie jednostka powinna decydować co wolno w przestrzeni artystycznej. Czy jest na coś miejsce na sferze klubowej czy innej. Tym bardziej jeśli dana jednostka jest w jakimś stopniu konkurencją. Mamy osoby, które mówią: nam się to nie podoba, nie wyrażamy na to zgody. Warto się tylko zastanowić czy w tej swojej całkowitej poprawności nie dochodzimy do etapu w którym jesteśmy na tym samym poziomie co środowiska blokujące występy kapel metalowych.

PS: Sory Electronic Beats, tekst na Waszej stronie głównej na ten temat to ściek. Tekst na zasadzie my samotni samuraje, obrońcy prawa, bronimy przed tymi troglodytami i mówimy co wolno a co nie. Tekst o tytule “techno lincz”, w którym autor płacze że jak to tak linczować kogoś, który w podtekście nakłania do linczu na kimś innym.

Kategoria